Dysponujemy już nie przypuszczeniami, a pewnymi danymi, że dziecko ma wielkie szczęście, jeśli posiada emocjonalnie inteligentnych rodziców. Rodzice mogą zdecydowanie pomóc dziecku w rozpoznawaniu jego uczuć, kierowaniu nimi, panowaniu nad nadmiernymi emocjami, okazywaniu empatii, radzeniu sobie z uczuciami odnoszącymi się do innych osób. Takie dziecko zarówno w młodym wieku jak w dorosłym życiu będzie najprawdopodobniej mało skłonne do wpadania w długotrwałe przygnębienie, stres nie spowoduje u niego 'zalewu hormonów', co zapowiada dobre zdrowie fizyczne. Ma też duże szanse na powodzenie w kontaktach z innymi ludźmi, będzie potrafiło lepiej niż inni koncentrować uwagę (przy podobnym ilorazie inteligencji pięciolatki, których rodzice byli dobrymi trenerami uczuć, osiagały kilka lat później, w trzeciej klasie lepsze wyniki w nauce niż rówieśnicy). Nie znaczy to, że wszystko zależy wyłącznie od rodziców. Po wyjściu w 'świat' - do przedszkola, szkoły itd., rozwijamy (albo nie) niektóre zdolności emocjonalne w kontaktach z innymi. Ponieważ jednak nasz mózg emocjonalny 'programuje się' od niemowlęctwa, to albo mamy w wieku około 4 lat dobre podstawy do rozwijania pożądanych zdolności emocjonalnych, albo nie. Jak nie, to bardzo trudno będzie się zmienić. Zanim dojdziemy, jeśli w ogóle, że nam to szkodzi, upłynie przecież kilkanaście lat.
Problem w skuteczności treningu emocjonalnego dziecka, prowadzonego przez rodziców, tkwi w sile działania wzorów zachowań matki i ojca w stosunku do dziecka, ale też w stosunku do siebie nawzajem. Słowa są ważne, bo trzeba umieć dostrzec emocje dziecka, opisać je i zaproponować rozwiązanie. Na przykład: 'Jesteś zła, bo chciałaś ubrać różową sukienkę ? Spójrz na nią uważnie, jest brudna! Czy dobrze Ci w brudnej sukience?'. Ale głównie emocje, nawet mało uchwytne, okazywane przez rodziców w stosunku do dziecka oraz w stosunku do siebie są dostrzegane i zapamiętywane.